Podsumowując lata osiemdziesiąte, nie sposób nie wspomnieć o filmach, w których pojawił się David Bowie. Na początku dekady wcielił się w samego siebie w filmie Ulego Edela "My, dzieci z dworca Zoo", opowiadającym o młodej berlińskiej narkomance. W 1983 roku na ekrany kin weszły trzy filmy z Bowiem w obsadzie.
MY, DZIECI Z DWORCA ZOO, Christiane F. Jedna z najważniejszych opowieści o uzależnieniach, jakie powstały w ubiegłym wieku. Dzieci z dworca ZOO szokowały tuż po premierze i szokują teraz, krystalizując przed nami ponury i bulwersujący obraz codzienności nastoletnich narkomanów z Berlina lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
Najbardziej widoczne jest to w scenie otwierającej drugi akt, kiedy grupa narkomanów wędruje po scenie niczym zombie. Oglądanie Dzieci z dworca ZOO było dużą estetyczną przyjemnością dzięki świetnie i z energią wykonanym znakomitym układom tanecznym. Trudno było mi się tylko odnaleźć w tak daleko posuniętej estetyzacji tego
27 lutego serial na podstawie kultowej książki z 1978 roku zadebiutuje na platformie HBO GO. W sieci pojawił się zwiastun nowej adaptacji książki.
My, dzieci z dworca Zoo (1981) Film niezwykle drastyczny, przejmujący i smutny, ale z tego powodu także bardzo potrzebny. Powstał na podstawie książki dokumentalnej o tym samym tytule i opowiada historię młodej narkomanki Christiane Felscherinow mieszkającej w Berlinie Zachodnim w latach 70-tych.
Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. 12-letnia Christiane po rozwodzie rodziców mieszka z siostrą Sabine i matką w niewielkim mieszkanku w Gropiusstadt - ogromnym, szarym blokowisku Berlina Zachodniego. Znudzona i zmęczona dotychczasowym życiem, wieczorami pożycza od matki szpilki i spaceruje po ulicach miasta, marząc o wyprawie do "Soundu" - najnowocześniejszej wówczas dyskotece Berlina. Kiedy jej młodsza siostra postanawia wyprowadzić się do ojca, życie Christiane staje się jeszcze trudniejsze do zniesienia. Wraz z koleżanką z klasy - Kessi oraz grupką nowo poznanych znajomych szuka ucieczki w klubach, lekach, narkotykach i alkoholu. Pewnego wieczoru Christiane poznaje Detlefa, długo rozmawiają gdzieś na dachu Europa Center, zbliżają się do siebie. Kiedy dowiaduje się, że chłopak zaczął brać heroinę, postanawia odciąć się od niego. Nie na długo... Powstały w 1981 roku film Ulricha Edela wywołał niemałe poruszenie zarówno w środowisku filmowców, jak i osób powiązanych z Departamentem ds. Narkotyków. Nakręcony na podstawie książki powstałej z fonograficznego zapisu rozmowy w 1978 roku dziennikarzy Kaia Hermanna i Horsta Riecka z 15-letnią wówczas Christiane Verą Felscherinow, która miała być świadkiem w jednym z procesów. Początkowo wywiad miał na celu poszerzenie i uzupełnienie informacji na temat sytuacji berlińskiej młodzieży. 2 godziny przerodziły się w 2 miesiące. Zamiast krótkiego artykułu powstała jedna z najbardziej wstrząsających książek XX wieku, której adaptacja przyniosła Edelowi w 1981 roku nagrodę Złotego Ekranu. Ale o sile przekazu filmu zadecydowała nie tylko poruszająca historia 12-letniej narkomanki i jej przyjaciół z berlińskiego dworca ZOO, lecz także postawienie przez twórców na jak największą autentyczność zarówno miejsc, jak i odtwarzających główne role aktorów. Sceny z Gropiusstadt kręcone były w bliźniaczym blokowisku, zaledwie kilka ulic dalej, a młodzi ludzie występujący w rolach nieletnich toksykomanów to amatorzy. Jedynym "profesjonalistą" wydaje się pojawiający się gościnnie David Bowie, który jest także twórcą ścieżki muzycznej do "Dzieci", a wybór tego akurat muzyka nie jest bynajmniej rzeczą przypadkową. Patrząc na Natję Brunckhorst (Christiane) i Thomasa Hausteina (Detlef) trudno oprzeć się wrażeniu, że ci dwoje naprawdę pogrążeni są w narkotykowym ciągu, że jest dla nich za późno, jak śpiewał do zapatrzonej w niego na koncercie Christiane David Bowie w "Station to Station". "It's too late"... Także montaż filmu i delikatna stylizacja na dokument + muzyka Bowiego (idola Christiane) przenoszą widza do zadymionych klubów, brudnych dworcowych toalet i pełną ludzi największą handlową ulicę Belina - Kurfunstendamm. Wejście z każdą minutą staje się przyjemniejsze, a zjazd boli jak nigdy dotąd. Najsłabszą stroną obrazu jest jego... długość. Przenoszenie na ekran tego typu literatury bez wątpienia do najłatwiejszych nie należy, a bez pominięcia niektórych fragmentów i dodania bądź niewielkiej zmiany tego czy tamtego dostaniemy biograficzny usypiacz w rodzaju obsypanego (nie wiedzieć czemu) nagrodami "Aviatora". Edel wyszedł z tego obronną ręką, a ściślej mówiąc, nie schrzanił sprawy na całej linii, co w 100% udało się twórcom historii sławnego miłośnika maszyna latających. Niekiedy sceny ciągną się w nieskończoność i mamy wrażenie (zwłaszcza, jeśli znamy papierowy oryginał), że czegoś tutaj brakuje, ale niestety, nie można mieć wszystkiego. Patrząc na efekt końcowy dochodzimy do wniosku, że pominięcie niektórych wątków i drobna "kosmetyka" w stosunku do oryginału wyszły "Dzieciom" zdecydowanie in plus. Fakt, mogło być lepiej, ale chodzi tutaj przecież nie tyle o estetykę dzieła co o jego przekaz, a że ten jak najbardziej na równi z klimatem jest do samego końca na swoim miejscu - czepiać się na siłę nie będę. Chciałabym móc powiedzieć, że "Christiane F." ogląda się naprawdę przyjemnie, świetna muzyka, przekonujące aktorstwo wschodzących gwiazdek ekranu, czego chcieć więcej. Jednak nie mogę. Film od początku aż do tragicznego końca przytłacza i, co tu dużo ukrywać, wykańcza psychicznie kadr po kadrze. Staje się jeszcze cięższy, gdy zdamy sobie sprawę, że oglądamy zapis prawdziwej historii, która wydarzyła się nie tak dawno i wcale nie tak daleko od nas. Historia Christiane to przede wszystkim bezkompromisowe przedstawienie prawdziwego oblicza narkomanii i jej wpływu na życie młodego człowieka. To opowieść o samotności, zagubieniu i rozpaczliwym poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Jest to jednak także kawał dobrego, choć nie pozbawionego drobnych błędów, europejskiego kina. Jeżeli macie siłę i ochotę na mocny, obdzierający ze złudzeń o romantyzmie nałogu i skłaniający do refleksji film, "Dzieci z Dworca Zoo" będą doskonałym użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (100 głosów).
Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres dzieci z dworca ZOO” swoją premierę miały pod koniec lat 70. (w Polsce w wydaniu książkowym pojawiły się niemal dekadę później) i od tamtej pory historia Christiane F. oddziałuje na wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników. Nastolatkowie sięgają po nią skuszeni obietnicą kontrowersyjnego spektaklu, pełnego seksu i narkotykowych tripów, przez co ugruntowują jej kultowy status. Z tego powodu z przenoszeniem opowieści na ekran wiąże się wiele pułapek. Trzeba przetłumaczyć obecne w niej wątki na współczesny język, jednocześnie nie zatracając jej istoty. Uli Edel miał zadanie ułatwione. W 1981 roku nie musiał szukać nowych kontekstów, wystarczyło jedynie przyśpieszyć narrację, wybrać odpowiednie linie fabularne, aby móc oddać sens książki. Cztery dekady później sprawa jest już o wiele bardziej skomplikowana. Zmieniły się czasy, a wraz z nimi oczekiwania i kompetencje odbiorcze widzów. Twórcy serialu stanęli więc przed nie lada wyzwaniem i zrobili wszystko, aby jemu podołać. Tak jak Edel rezygnują ze znanej z książki przydługiej ekspozycji. W oryginale 12-letnia Christiane zaczyna swoją przygodę z narkotykami od haszyszu, potem sięga po tabletki i psychodeliki, aż w końcu upadla się heroiną. Ośrodek dla młodzieży, klub Sound i tytułowy dworzec ZOO jawią się w tym wypadku kolejnymi kręgami piekła. Zarówno w filmie, jak i nowej produkcji tego nie ma. W serialu po krótkim wstępie od razu trafiamy do Sounda i protagonistka szybko sięga po, jak sama to nazywa, „h”. Jakby pełna nazwa narkotyku była przekleństwem, a wypowiedzenie jej miało być ostatecznym dowodem ich upadku, bohaterowie ciągle korzystają z tego skrótowca. Z wyjątkiem ostatniego odcinka, to zawsze jest „h”, której zażycie okazuje się niczym „stanie na zimnie i okrycie się ciepłym kocem”. Jak to się rozwija, wszyscy dobrze wiemy. Jest fajnie, przyjemnie, aż postacie sięgają dna, zaczynają się prostytuować za działkę i próbują znaleźć wyjście z sytuacji, w jakiej się przeciwieństwie do Edela, twórcy serialu mają czas, aby pokazać relacje rodzinne nastolatków. Poznajemy stosunek Christiane do ojca, który dopóki nie okazuje się przemocowcem jak w książce, wzbudza naszą sympatię i uwodzi swoim chłopięcym urokiem. Upadek protagonistki, wzorem oryginału nierozerwalnie wiąże się z rozpadem związku rodziców. Stopniowo odkrywamy też powody, dla jakich inne postacie zdecydowały się sięgnąć po narkotyki. Stella próbuje uciec od matki alkoholiczki, Babsi ma dość etykiety wyższych sfer, a Benno nie może dogadać się ojcem. Powoli zatapiamy się w świecie ich wszystkich, bo każdy i każda z nich jest pełnowymiarowym bohaterem ze zrozumiałym i wiarygodnym portretem psychologicznym. Annette Hess i jej współpracownicy jak mogą starają się podkreślić uniwersalizm swojej historii, obdarzając ich cechami, z jakimi może utożsamiać się dzisiejsza młodzież. Chcą uwspółcześnić opowieść, tak aby była atrakcyjna dla młodego dzieci z dworca ZOO/HBO Wspomniany Benno jest odpowiednikiem książkowego Detlefa i wplątuje się w podszytą homoseksualną fascynacją relację z Michim, a matka Christiane wydaje się typowo współczesną kobietą niezależną, która nie potrzebuje mężczyzny, aby czuć się spełnioną. Podobnych uaktualnień opowieści jest oczywiście więcej. Najbardziej jednak odczuwalne są za sprawą ścieżki dźwiękowej. Klimat epoki, w jakiej rozgrywa się akcja oddaje chociażby Changes Davida Bowiego, ale obok niego równie dobrze brzmi Chandelier w nowej aranżacji, czy dobrze nam znane Dog Days Are Over w wykonaniu Florence + The Machine. Taki misz masz tematyczny i muzyczny wydobywa z opowieści nowe znaczenia i pozwala nam spojrzeć na nią w zupełnie nowym kontekście. Jednakże od strony wizualnej twórcy jednocześnie odzierają ją z większości ładunku emocjonalnego. Berliński underground hipnotyzuje feerią barw i stroboskopowym światłem, ale jednocześnie razi niewiarygodną próbował znaleźć filmowy ekwiwalent dla brutalnie realistycznego języka książki. Dlatego ludzie na dworcu ZOO poruszali się niczym zombie, ubrania były poszarpane, a stan czystości publicznych toalet pozostawiał wiele do życzenia. Zarówno po lekturze, jak i obejrzeniu produkcji czuło się nieodpartą potrzebę pójścia pod prysznic, aby zmyć z siebie wszechobecny w treści brud. W serialu tego nie uświadczymy. Postacie ciągle prezentują się jak z okładek kolorowych czasopism, Christiane i jej przyjaciele chodzą w czyściutkich ciuchach, a szalety powalają higieniczną bielą. Świat przedstawiony nie jest odpychający, a kuszący i nęcący. Kolejne dramaty rozgrywają się w sterylnych przestrzeniach, nie ma tu obrzydliwych wymiocin, czy innych fekaliów. Pomimo podejmowanego tematu jest miło i przyjemnie. Brak tu jakiegokolwiek ciężaru emocjonalnego, co zubaża wydźwięk poruszając historii. Twórcy starają się to nadrobić i ewidentnie bardziej niż na realizmie zależy im, aby oddać stan psychiki i ducha dzieci z dworca ZOO/HBO Annette Hess i jej współpracownicy wybierają język nadmiaru. Wzbogacają opowieść licznymi metaforami. W uniesieniu w Soundzie bohaterowie rzeczywiście wznoszą się ku sufitowi, Babsi jest mrocznym korytarzem ściągana na dno, a zjeżdżająca w dół winda staje się odpowiednikiem autostrady do piekła, którą podąża protagonistka. Twórcy nasączają narrację surrealizmem, wybierając stylistykę znaną z „Requiem dla snu”. „My, dzieci z dworca ZOO” o wiele lepiej by jednak działały, gdyby poszli ścieżką wyznaczoną przez Danny'ego Boyle'a i jego „Trainspotting”. W tym jednak kształcie serial jest przyjemny w oglądaniu, ale nie zmusi nas do głębszych przemyśleń. Pozostawi po sobie mgliste, aczkolwiek miłe wspomnienie. A chyba nie o to chodziło dziennikarzom „Sterna”, kiedy spisywali historię Christiane F. Wszystkie odcinki „My, dzieci z dworca ZOO” obejrzycie na HBO GO.
rok wydania: 2011ISBN: 978-83-61593-56-0format: 13,5x19 cm Producent: Qes Agency My, dzieci z dworca ZOO (niem. Wir Kinder vom Bahnhof ZOO), jest książką dokumentalną, która właśnie ukazuje się w formacie audiobooka w interpretacji Aleksandry Tomaś. Książka w 1981 roku doczekała się słynnej ekranizacji dokonanej przez Uliego Edla, z muzyką Briana Eno oraz Davida Bowiego (ten ostatni gościnnie wystąpił też w samym filmie). W 1978 roku w Berlinie Zachodnim dwoje dziennikarzy, Kai Hermann i Horst Rieck, przeprowadziło wywiad z nastoletnią narkomanką Christiane F. (właśc. Christiane Vera Felscherinow), która wówczas występowała jako świadek w pewnym procesie. Początkowo ów wywiad miał być tylko uzupełnieniem badań tygodnika "Stern" nad sytuacją młodzieży. Jednakże z nagrania rozmów z Christiane powstała książka, która lepiej niż jakikolwiek raport opisuje środowisko młodocianych narkomanów. Teraz można się z nią zapoznać w wersji na audiobook. Relacja Christiane jest wstrząsająca. Pokazuje, jak od eksperymentowania z miękkimi narkotykami przechodzi się do najtwardszych. Jak łatwo jest ugrzęznąć w nałogu i jak trudno się z niego wyrwać. Do czego zdolni są ludzie uzależnieni od narkotyku, aby zdobyć pieniądze na kolejną "działkę". Problem narkomanii jest ciągle aktualny, a mitem jest, że narkomanami mogą zostać tylko ludzie z rodzin patologicznych. Według badań przeprowadzonych przez CBOS ponad połowa uzależnionych pochodzi z tzw. dobrych domów. Serdecznie polecamy My, dzieci z dworca Zoo w wersji audio.
27 listopada 2013 My, dzieci z dworca Zoo, Kai Hermann, Horst Rieck, reż. i adaptacja: Giovanny Castellanos, Teatr Kamienica Kto nie czytał książki lub nie widział filmu My, dzieci z dworca Zoo, ma okazję zobaczyć spektakl. Teatr Kamienica pokusił się o wystawienie tej pozycji na swoich deskach. Ma edukować, ostrzegać i uświadamiać młodzieć. Czy teatr to właściwe do tego miejsce? My, dzieci z dworca Zoo porusza ciężkie i ważne społecznie tematy. Alkohol, narkotyki, sex. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dotyczą one nastoletnich dzieci. Dokładnie pamiętam film, który bardzo mną poruszył. Pewnie dlatego, że widziałam go jakieś 10 lat temu i byłam za młoda, żeby go zobaczyć. Byłam typem wzorowego dziecka, któremu nawet przez myśl nie przeszłoby nic, co w filmie się wydarzyło. Wtedy drastyczne sceny i problemy wydawały mi się nierealne, tym bardziej aby mogły wydarzyć się w Polsce. Od tamtego czasu sporo wody upłynęło, a zachowanie polskiej młodzieży znacznie zbliżyło się do wzorców sąsiadów zza zachodniej granicy. To, co kiedyś wydawało się odległe, teraz przeraża swoją skalą. Temat aktualny i warty poruszenia. Nie jestem jednak przekonana, czy taka edukacja na deskach teatru ma samym spektaklu można dużo powiedzieć. Po pierwsze, bardzo zaskakuje. Elementy performance doskonale ożywiają historię o uzależnionej Christiane. Moment, w którym aktorzy nawiązują bezpośredni kontakt z widownią zaskakuje, bawi, szokuje i wprawia w nieopisany dyskomfort. Ale to też główna zaleta spektaklu. Przełamanie pewnych konwenansów i wyjście poza określone ramy nadaje charakter przedstawieniu. Pokazuje, że poruszane tematy alkoholizmu czy narkomanii dotyczą każdego z nas, bo dotyczą ludzi, którzy żyją wśród nas. Można powiedzieć, że społecznie jesteśmy za nich odpowiedzialni. Aktorsko spektakl miło zaskakuje. Na scenie pojawiają się młodzi aktorzy, którym wróżę wiele dobrych ról. Uwagę przykuwają dwa demony sceny – Adam Serowiec i Katarzyna Ptasińska. Grają fantastycznie wcielając się w kolejne role. Nieco spokojniej, ale równie efektownie grają Marcel Sabat i Magdalena Nieć. Mają w sobie nieopisaną wrażliwość, która zatrzymuje uwagę na ich postaciach na dłużej. Niestety totalnym rozczarowaniem była gra głównej bohaterki. Nie potrafiła przekazać dramatu Christine. Wyszła mało wyrazista, mdła, zupełnie bez charakteru. Szkoda, bo pole do popisu było. My, dzieci z dworca Zoo jest spektaklem misyjnym, który powstał we współpracy z policją. Nie wiem, czy to dobry spektakl do edukowania młodzieży, ale mocno trzymam kciuki, żeby choć trochę przybliżył młodym ludziom teatr. About Latest Posts Ambasadorka teatru z zamiłowania, pedagog z wykształcenia, marketerka z zawodu, amatorka fotografii z doskoku. Zawsze blisko ludzi, ich potrzeb i emocji. Angażuje się we wszystko, co czuje, że warto robić.
Jesteś tutaj Reklama Są książki, które budzą mieszane uczucia. Nie ze względu na ich wartość, ale zawartość. Do takich należy książka „My, dzieci z Dworca ZOO”. Jest to dokument – zapis wyznań nieletniej narkomanki. Bolesne świadectwo. Autentyczność sprawia, iż inna historia o narkomanii – film „Requiem dla snu” – wypada przy tym blado. Christiane F. wpadła w nałóg pod koniec lat 70. 13-letnia dziewczynka żyjąca w Berlinie szukała alternatywy dla otaczającej ją szarej rzeczywistości. Napięta i toksyczna atmosfera w domu, do tego coraz bardziej jałowe i bezwzględne otoczenie wielkomiejskiego blokowiska. Uciekać od tego próbowało wielu młodych ludzi. Jednak z jednego koszmaru wpadali w drugi, jeszcze gorszy. Christiane odbyła podręcznikową drogę – od miękkich narkotyków po twarde. Skończyła na heroinie. I heroina prawie skończyła z nią. Uzależnienie psychiczne, a później fizyczne, zmuszało ją do szukania nowych źródeł finansowania kosztownego nałogu. Zwykłe kombinowanie i wyłudzanie szybko przestało starczać. Pozostała prostytucja. Na berlińskim Dworcu ZOO dziewczynka łapała swoich pierwszych klientów. „My, dzieci z dworca ZOO” to historia fizycznego, moralnego i psychicznego upadku. Matnia nałogu to świat braku nadziei, w którym wciąż podtrzymywane złudzenia o lepszym życiu tylko potęgują przytłaczający całokształt. Bohaterka wielokrotnie próbuje od tego uciec. Niestety nie ma gdzie. Poza nałogiem jest świat, na którego reguły nie potrafi się zgodzić – pogoń za karierą, kołtuństwo, konformizm, hipokryzja. Lektura ta dała mi wiele do myślenia. Nie były to myśli przyjemne. Książka bardzo mnie wciągnęła – nie dość, że jest autentyczna, to jako zapis wypowiedzi daje możliwość zetknięcia się z żywym, nieprzewidywalnym językiem. Jednak przyjemność czytelnika była tu przemieszana z gorzką refleksją i żalem wobec bohaterki. To, co ją spotkało, było tak beznadziejne i, niestety, głupie, iż do końca nie potrafiłem się z tym pogodzić. Sprawy nie zmienia zakończenie. Co prawda daje ono nadzieję, pokazuje Christiane na nowej ścieżce życia, odmienioną. Jednak jest to pocieszenie pełne goryczy i czającej się w tle rezygnacji. Autor recenzji: Maciek Strona:
recenzja filmu dzieci z dworca zoo